Langas Group inspired to grow

Newsletter

„Moje refleksje na temat ostatniej wyprawy do Stambułu” - felieton Lenki, osoby towarzyszącej uczestnika wyprawy „Wędrówka Lidera” 2009

Jedziesz przez Nizinę Tracką i nagle Stambuł wyrasta, jak z podziemi. Jak z tysiąca i jednej nocy. Takie przeżycie daje tylko podróż samochodem! Tak właśnie skomentował swą podróż do Stambułu Andrzej Stasiuk. Nasza podróż była bardziej zwyczajna. Do tego multikulturowego miasta dotarliśmy bowiem drogą powietrzną. W miarę jak samolot zbliżał się do płyty lotniska, narastała w mnie ciekawość. Jaką historię opowie mi ta obecnie największa aglomeracja w Europie, na dodatek jedna z dwóch, która leży na dwóch kontynentach jednocześnie? Jak będzie wyglądać miasto, w którym zmarł nasz wieszcz narodowy Adam Mickiewicz? Byłam też ciekawa, kto będzie uczestniczyć w tych zajęciach? Bo nie była to przecież li tylko wycieczka krajoznawcza…Temat zajęć był dla mnie lekko mówiąc poważny albo i tajemniczy. Jak też sama osoba prowadzącego, którego znałam jedynie z opowieści matki oraz z książki, jaką miał na półce mój przyjaciel. Lotnisko, hotel… po wielu zaliczonych podróżach człowiek się przyzwyczaja. Większych emocji nie budzi już też pięć gwiazdek. Pięć gwiazdek to pięć gwiazdek, a serwis bywa tak różny jak i jakość personelu…Szczerze mówiąc bałam się trochę Turków. Myślałam, że są gorsi od Arabów w swym handlowym natręctwie lub w chęci dotknięcia każdej kobiety nie muzułmanki… To dla nich przecież żaden grzech. Z matką bywałyśmy wielokrotnie w Egipcie, Tunezji czy Maroko. Miałam po dziurki w nosie świata arabskiego. Wyleczył mnie z tego dopiero Dubaj, ale tylko częściowo.

W Stambule spotkało mnie miłe zaskoczenie. Trochę jakby włoskie klimaty, trochę jakby greckie, a trochę arabizujące i azjatyckie, ale ze smakiem. Wyborne wina, mnóstwo warzyw i owoców, zdecydowanie intrygująca atmosfera na każdym kroku. Wszystko takie nieoczywiste. Z jednej strony tchnienie Europy, z drugiej – koloryt innych kontynentów, nie tylko Azji. A w tym tyglu kultur, tradycji i ludzi my – chłonni Stambułu, wiedzy, spotkania z Kroolem. Jak stwierdziła moja mama: Konstantynpol i Krool jakoś dziwnie do siebie pasują…

Jest koniec października 2009 roku. W Warszawie zostawiliśmy nieciekawą jesienno-zimową aurę. Istambuł powitał nas jeszcze przyjemną o tej porze roku temperaturą, słońcem, ciepłymi i miłymi wieczorami. Jako osoba towarzysząca mamie miałam świadomość, że o zajęciach będę mieć nikłe pojęcie. Bardzo więc pomocne w ogarnięciu intelektualnego ducha wyjazdu były wspólne kolacje, urocze wycieczki, zajmujące rozmowy z innymi uczestnikami i naturalnie z moją mamą. Udało mi się również zamienić kilka zdań z panem Kroolem. Niedługo piszę maturę, mam więc zdecydowanie inne potrzeby, oczekiwania lub cele w rozmowie z podobno „najcenniejszym coachem w Polsce”, jak twierdzi organizator wyjazdu. Gdy luksusowym jachtem pływaliśmy po dość spokojnej tego dnia cieśninie Bosfor, zadałam panu Kroolowi pytanie: „jak dziewczyna w moim wieku może uporać się z trudami nudnej nauki, celem jej tylko zaliczenia i jednocześnie ze świadomością, że wszystko, czego się uczę będzie mało przydatne w życiu, a do tego sama komplikuję sprawę tym, że nie wiem, co mam/chcę robić w życiu?”

Być może magia tego miejsca czy ciągle jeszcze ciepły klimat o tej porze roku albo też niesamowity nastrój innych osób wzmogły mój odbiór i wrażenie tej chwili, ale słowa pana Roberta będące odpowiedzią na moje pytanie zostaną ze mną chyba już na zawsze. Nie patrząc na mnie, lecz w dal odrzekł powoli tonem człowieka zdystansowanego do wszystkiego, w tym także do siebie: „skoro masz świadomość tego już teraz, przed maturą, znaczy, że przenikliwość jest twą naturą”.

Ot, tak sobie ułożył z tego rym na poczekaniu. Nie powiem bym była usatysfakcjonowana tą odpowiedzią, mimo iż ze względu na jej formę, byłam pod cichym wrażeniem. Zrobiłam więc zalotne dziewczęce „hmmmmm…”, na co mój rozmówca skwapliwie dodał: „ułożę ci listę literatury, która wymaga przestudiowania dla osób cierpiących na przypadłość przenikliwego myślenia. To rzadka anomalia wśród homo sapiens. Zajmie ci to 3-4 lata, jeśli będziesz czytać po 1 godzinnie dziennie. Ok.?”

„A co potem?” – odrzekłam lekko załamana perspektywą nadchodzącej nudnej i bezcelowej nauki. Usłyszałam lekki nacisk w głosie mojego chwilowego coacha: „z książek musisz robić notatki, wykonywać zawarte w nich ćwiczenia, przekuwać wnioski na swój grunt i okoliczności. To jest proces, przez który przejdziesz absolutnie sama. Wszystko inne jak np.: matura, studia, potem MBA, tytuły i takie tam… jest tylko standardowym dodatkiem do tego”.

„No dobrze, a tak konkretnie?” – zapytałam drążąc temat.

„Konkretnie, to jak wrócimy twoja mama dostanie listę książek mailem. A jak nie chce ci się czytać i wolisz dalej męczyć ludzi pytaniami, to też ok. W sumie nie ma to większego znaczenia dla nikogo, oprócz ciebie…”

Wpatrywałam się już tylko to w wodę cieśniny Bosfor, to w niebo. Ktoś zwinął mi pana Kroola po chwili, lecz dołączyła do mnie mama. Zapytała: „i jak Lenka? Coś ciekawego się dowiedziałaś? Zapytałaś o coś Roberta?”

W tej zadumie udało mi się zadać matce już tylko jedno pytanie: „powiedz mi kochana, czy ten człowiek nigdy nie udziela odpowiedzi wprost?! Przecież on jest też wykładowcą. U nas nauczyciele podają jasną i konkretną definicję lub odpowiedź”.

„No tak. Ale czy zamówienie na proces rozwojowy zostało wysłane?” – skomentowała rozbawiona matka – „bo reszta córciu nadejdzie sama, podczas pracy nad sobą. To jak?”

Zrezygnowana dodałam jednym tchem: „pan Robert obiecał, że prześle listę literatury do ciebie. Jej studiowanie zajmie mi tylko 3-4 lata i że mam rzadką przypadłość albo natręctwo umysłowe o nazwie: przenikliwość myślenia… wystarczy?!”

„Tak. To mi wystarczy” – zamknęła rozmowę i uśmiechnęła się pod nosem.

Po tygodniu mama przesłała mi mail z listą literatury. Blisko 50 pozycji. Sięgnęłam po pierwszą z listy, potem drugą. Dopiero teraz napisałam ten niby felieton i wysłałam do organizatora z prośbą o publikację. Dlaczego?

Zbyt dużo by wyliczać, zbyt wiele by tłumaczyć. Pozdrawiam Lenka

Pobierz plik

Zaufali nam

Kontakt

Langas Group
ul. Krakowskie Przedmieście 79, 00-079 Warszawa
tel: + 48 (22) 696 80 20 | fax: + 48 (22) 826 85 05
e-mail: langas@langas.pl | NIP: 532-159-55-77

Dojazd

Developed by OS3 multimedia

© 1997-2009 Langas Group Wszystkie prawa zastrzeżone Design by chodkiewicz